Pomoc prawna

Rodzina

Grażyna Tomanek19 września 2014Komentarze (0)

Pozwólcie, że dzisiaj się pochwalę. W ogóle uważam, ze za mało chwalimy: dzieci, męża, matkę, pracowników.

Dlaczego łatwiej przychodzi nam artykułować słowa krytyki niż uznania?

Nie wiem, ale zacznę od siebie i pochwalę się swoim MĘŻEM.

Zaczął pisać blog i uważam, że świetnie mu to wychodzi.

Powinnam podejrzewać u niego talent literacki, bo przecież jest skarbnicą nieformalnych wersji wszystkich piosenek świata. Jego autorskie wersje świetnie wpadają w ucho, niestety z uwagi na używane słownictwo nie są przeznaczone dla uszu dzieci (w tym naszych).

Na blogu pisze śpiewająco o tym, co lubi robić i dla tych, których wyciąga z kłopotów.

Na gruncie rodzinnym dał się poznać jako ten, który zawsze ma na podorędziu parasol ochronny. Nasze dzieci dorastają i czasami wolą doświadczyć deszczu na własnej skórze; może dlatego MĄŻ ochrania innych.

Kibicuję JEMU i drużynie ,,JEGO CHŁOPAKÓW”.

Sprawdźcie czy warto  i kliknijcie tutaj.

Baju baj królewno

Grażyna Tomanek15 września 20145 komentarzy

W pewnym królestwie, nie tak odległym, w czasach nie całkiem dawnych, przyszła na świat mała królewna.

Szczerze powiedziawszy kronikarze mogliby mieć problem z ustaleniem królewskiego pochodzenia dziewczynki, ja jednak jestem przekonana, że była królewną.

Skąd ta pewność?

Ponieważ rodzice od pierwszego dnia mówili o niej ,,nasza królewna”, a przecież nikt od rodziców nie wie lepiej kim jest ich dziecko.

Królewna rosła szczęśliwie a król i królowa prześcigali się w spełnianiu jej zachcianek. Tata nosił na rękach, mama ubierała w piękne sukienki, tata uczył jeździć na rowerku, mama czytała bajki na dobranoc. Słodko, prawda?

Jak w każdej bajce, tak i w tej, pojawiły się w końcu złe duchy.

Nie wiadomo czy to za ich sprawą, czy może z innej przyczyny rodzice królewny zapadli na straszne choroby, na które królewscy medycy (ani ci z NFZ-u) nie mogli znaleźć żadnego lekarstwa.

Serca króla i królowej zaczęły usychać, a dokładniej usychały te połówki, którymi kochali się nawzajem.

Potem rodzice królewny zachorowali na oczy: widzieli u siebie tylko złe rzeczy, mimo że bardzo się starali, nie mogli dojrzeć u siebie niczego dobrego.

Z oczu zaraza przeszła na uszy: para królewska nie słyszała się nawzajem. Królowa próbowała głośno krzyczeć, aby król słyszał co do niego mówi, niestety bezskutecznie. Wrzaski króla tez nie przynosiły efektu.

Pewnego dnia, gdy król był na polowaniu (król codziennie polował na pieniądze), królowa uciekła z zamku zabierając ze sobą królewnę.

Król biegał po komnatach, wołał żonę i córeczkę ale jak to w bajkach bywa, odpowiadało mu tylko echo.

Królowa tymczasem wynajęła komnatę na sąsiednim zamku.

Już następnego dnia chciwy właściciel zamku zażądał pieniędzy za wynajem. Na nic zdały się lamenty, że komnata jest ciemna, zimna a za balią w łazience wyrósł grzyb.

Do drzwi zapukał też piekarz z prośbą o zapłatę za bułeczki, a potem rzeźnik, szewc i krawiec.

Cóż było czynić.

Królewna została sama w obcej komnacie, a królowa udała się na pieniążkopolowanie (a pieniądze w tej okolicy były bardzo złośliwe: im bardziej się za nimi goniło, tym szybciej uciekały; można było tak za nimi bezskutecznie biegać całe życie).

Królowa biegała więc za pieniążkami, a królewna siedziała sama w domu.

Tymczasem król postanowił rozpocząć poszukiwania córki. Wyznaczył nawet nagrodę za jej odnalezienie.

Gdy wieść o tym dotarła do królowej, ta postanowiła ukryć królewnę bardzo głęboko… albo bardzo wysoko… albo bardzo daleko… byleby tylko król jej nie odnalazł.

Pod osłoną ciemnej jak smoła nocy królowa zawiozła królewnę za siedem gór, siedem rzek, tam gdzie nie dochodzą autostrady i gdzie król nie dojedzie w jeden dzień.

Tam, na końcu świata królowa oddała królewnę pod opiekę swojej starej matki.

Król dowiedział się w końcu, gdzie żona ukryła córkę, jednak zabrakło mu odwagi, by stawić czoła żonie i teściowej (jak ojcom Jasia i Małgosi i Śnieżki). Przyjeżdżał do królewny z wizytami dwa razy w miesiącu.

Biedna królewna, nie rozumiała dlaczego został odtrącona, dlaczego nie może być z mamą ani z tatą.

Królewna tęskniła za dawnym pałacem, za koleżankami z podwórka, nawet za niedobrą Zosią, która zabierała jej zabawki w piaskownicy. Tęskniła za wszystkim i z dnia na dzień robiła się coraz smutniejsza i smutniejsza.

Kiedy czara smutku wypełniła się po brzegi, królewna stała się nieznośna i niegrzeczna. Nauczyła się też cennej sztuki manipulacji rodzicami.

Pewnie za kilka lat nikt już nie będzie pamiętał, jaka była kiedyś słodka i szczęśliwa.

Ta opowieść nie jest bajką, dlatego nie pojawił się w niej ani szlachetny rycerz na koniu ani wesołe krasnoludki, a zbieżność osób i wydarzeń nie jest przypadkowa.

 Miłych snów Królewno.

Marian nie jest szczęśliwy w małżeństwie. Chociaż dba o rodzinę, zarabia pieniądze, kocha dzieci – żona ma do niego wieczne pretensje.

Konflikty od kilku lat przybierały na sile, w tym czasie Beata znikała z domu, wybuchała agresją wobec Mariana i dzieci, a co gorsza parę razy podejmowała próby samobójcze. W ostatnim czasie zaczęła grozić, że zrobi krzywdę sobie i dzieciom.

Do Mariana dotarły informacje, że podobne napady zdarzały się Beacie jeszcze przed ślubem, o czym nie wiedział bo narzeczeństwem byli zaledwie cztery miesiące.

Próby terapii nie odniosły skutku ponieważ Beata uważała, że ,,z nią wszystko jest w porządku”.

Po kilku latach Marian doszedł do wniosku, że nie chce kontynuować małżeństwa.

Jego zdaniem wyłączną winę za rozpad małżeństwa ponosi żona, a ponieważ jej wina polega na chorobie psychicznej, rozważa również możliwość unieważnienia małżeństwa.

Zanim Marian podejmie decyzję, z jakim powództwem powinien wystąpić, muszę zweryfikować jego dotychczasowe poglądy.

Możliwość unieważnienia małżeństwa z powodu choroby psychicznej owszem istnieje, ale tylko wówczas, gdy choroba ta zagraża małżeństwu lub zdrowiu potomstwa.

Przede wszystkim zaś choroba musiałaby występować już w dacie zawierania małżeństwa.

W praktyce wykazanie powyższej okoliczność może być nader trudne. Skąd Marian ma wiedzieć, czy i gdzie Beata się leczyła w czasie, kiedy jeszcze jej nie znał?

Poza tym jeśli przez okres narzeczeństwa narzeczony nie zorientował się w sytuacji zdrowotnej przyszłej żony – istnieje duże prawdopodobieństwo, że w owym czasie choroba psychiczna, nawet jeśli istniała, nie stanowiła zagrożenia dla małżeństwa i potomstwa.

Orzekając o unieważnieniu małżeństwa sąd ustala, czy i który z małżonków pozostawał w złej wierze.

Skutki ustalenia złej wiary są analogiczne jak w przypadku ustalenia winy za rozkład pożycia w przypadku orzeczenia rozwodu.

W złej wierze pozostaje ten z małżonków, który wiedział o okoliczności stanowiącej podstawę unieważnienia małżeństwa.

Jeśli zatem narzeczona lub jej rodzina nie ukrywała przed przyszłym mężem choroby, będzie on uznany za pozostającego w złej wierze na równi ze swoją małżonką.

Zauważmy, że w przypadku unieważnienia małżeństwa dla ustalenia złej wiary znaczenie ma wyłącznie wiedza, jaką małżonkowie posiadali w dacie zawarcia małżeństwa.

W tym miejscu Marian zastanawia się, czy unieważnienie nie jest idealnym rozwiązaniem dla męża, który poślubił ciężko chorą kobietę, a potem hulał ile dusza zapragnie…

No cóż…

Szanse na unieważnienie małżeństwa w przypadku Mariana są jednak nikłe.

Dla pełnego zobrazowania sytuacji przedstawię skutki, jakie wywołuje unieważnienie małżeństwa.

W najważniejszych kwestiach czyli w zakresie stosunków majątkowych między małżonkami oraz stosunku do wspólnych małoletnich dzieci, skutki są identyczne jak w przypadku rozwodu.

Dzieci urodzone w trakcie unieważnionego małżeństwa korzystają ze statusu dzieci pochodzących ze związku małżeńskiego, z czym wiążą się konsekwencje w zakresie nazwiska, władzy rodzicielskiej i obowiązku alimentacyjnego.

Przedmioty nabyte w trakcie małżeństwa traktowane są jako majątek wspólny, zatem podział majątku wspólnego odbywa się według zasad identycznych jak w przypadku rozwodu.

Podobnie jest z obowiązkiem alimentacyjnym wobec byłych małżonków.

Jeżeli żaden z małżonków nie zostanie uznany za pozostającego w złej wierze: w razie niedostatku obowiązek alimentacyjny trwa 5 lat (ale uwaga, istnieje duże prawdopodobieństwo, że obowiązek ten zostanie przedłużony na dalszy okres w sytuacji, gdy uprawniony jest poważnie chory psychicznie).

Gdy oboje lub jeden z małżonków pozostawali w złej wierze obowiązek istnieje bez ograniczeń czasowych.

Na wypadek ustalenia, że wyłącznie Beata pozostawała w złej wierze, teoretycznie Marian mógłby domagać się od niej alimentów. Trudno jednak wyobrazić sobie sytuację aby Beata, która utrzymuje się z renty była w lepszej sytuacji materialnej od zdrowego i zdolnego do pracy Mariana (ale to tylko statystyczne założenie).

Interes Mariana w ustaleniu złej wiary Beaty polega na tym, aby to on nie płacił alimentów Beacie.

Z kronikarskiego obowiązku dodam, że wskutek unieważnienia małżeństwa, małżonkowie wracają do nazwiska sprzed ślubu, a w rubryce stan cywilny mogą wpisać ,,kawaler/panna’’ (jeśli to był ich pierwszy związek małżeński).

Zastanówmy się teraz, jaka będzie sytuacja Mariana, jeśli zdecyduje się wnieść pozew o rozwód.

Choroba psychiczna żony (jak każda choroba) nie jest okolicznością, za którą ponosi ona winę.

Niektórzy twierdzą, że wina małżonka chorego może polegać na okoliczności, że wiedział i zataił fakt choroby albo gdy odmawiał leczenia.

Spotkałam się też z poglądem, według którego nawet odmowa podjęcia leczenia nie świadczy o winie ponieważ choroba wyklucza przypisanie winy.

Oczywiście w tego rodzaju sprawie nie obejdzie się bez opinii biegłego psychiatry, który powinien dać odpowiedź na pytanie, czy małżonek mógł kierować swoim postępowaniem i świadomie odrzucił możliwość leczenia.

Jeśli z uwagi na chorobę małżonce nie można przypisać winy, w sentencji wyroku pojawi się stwierdzenie, że sąd rozwiązuje małżeństwo z niezawinionych przyczyn leżących po stronie pozwanej.

Równocześnie sąd będzie badał czy i w jakim stopniu Marian przyczynił się do rozpadu małżeństwa (np. jak zachowywał się w obliczu choroby żony).

Uprawnienia alimentacyjne małżonki Mariana będą analogiczne jak małżonki nie ponoszącej wyłącznej winy za rozkład małżeństwa, a zatem w określonych sytuacjach będzie mogła się ich domagać.

Po uzyskaniu powyższych wiadomości Marian zastanawia się, czy w jego interesie leży wykazywanie choroby żony?

Marian nie jest przecież psychiatrą, więc skąd ma wiedzieć czy to już choroba czy jeszcze świadome działanie żony?

Może więc swoje niedawne przypuszczenia zostawi wyłącznie dla siebie?

A Beata?

Beata jest przekonana, że choroba psychiczna dyskwalifikowałaby jej zdolności do opieki nad dziećmi po rozwodzie.

W razie potrzeby to Beata najgorliwiej będzie przekonywać sąd, że choroba psychiczna jej nie dotyczy.

Alimenty potrzebne od zaraz

Grażyna Tomanek23 sierpnia 2014214 komentarzy

Nie znam przyczyn, dla których ustawodawca odmiennie uregulował kwestię daty początkowej, od której przysługują alimenty ustalane w procesie o rozwód/separację od alimentów zasądzonych w sprawie o alimenty.

Jeśli złożysz pozew o alimenty w sądzie rejonowym, to bez względu na to kiedy zapadnie wyrok, obowiązek alimentacyjny zostanie ustalony od daty złożenia pozwu (zobacz wzór pozwu o rozwód).

Masz nawet możliwość, aby domagać się alimentów za okres do trzech miesięcy przed złożeniem pozwu.

Przykładowo: 1-ego kwietnia składasz pozew o alimenty, w którym zaznaczasz, że domagasz się zasądzenia alimentów w wysokości np. po 900,00 złotych miesięcznie, począwszy od 1-ego stycznia.

Bez względu na to, jak długo będzie trwało postępowanie, wyrok musi uwzględnić Twoje roszczenie od dnia 1-ego stycznia.

Dla pozwanego oznacza to, że już w dniu wydania wyroku będzie miał kilkumiesięczne zaległości alimentacyjne (o ile nie płacił dobrowolnie zasądzonej kwoty).

Na tym uprzywilejowana pozycja powoda w sprawie o alimenty się nie kończy.

Nawet jeżeli pozwany zaskarży wyrok (co w praktyce oznacza kilkumiesięczne oczekiwanie na rozpoznanie apelacji przez sąd II instancji), płacić musi zgodnie z zaskarżonym wyrokiem. Dzieje się tak z uwagi na tzw. klauzulę natychmiastowej wykonalności, którą w sprawach o alimenty sąd nadaje z urzędu na podstawie artykułu 333 kodeksu postępowania cywilnego.

Tymczasem alimenty w wyroku rozwodowym, z wyraźnego wskazania ustawodawcy, zasądzane są dopiero od chwili uprawomocnienia się wyroku rozwodowego.

Zobacz jak napisać pozew o rozwód>>

Druga strona może złożyć apelację od wyroku rozwodowego  tylko po to by o kilka miesięcy odwlec termin płatności alimentów, które uważa za zbyt wysokie.

Dodatkowo, nie masz szans na uzyskanie alimentów za czas od wniesienia powództwa o rozwód do czasu uprawomocnienia wyroku.

Sytuacja jest tym bardziej niekorzystna, że postępowanie dowodowe w sprawie rozwodowej obejmuje wiele kwestii.

Poza ustaleniem wysokości alimentów, sąd zajmuje się sprawami związanymi z władzą rodzicielską, kontaktami z dziećmi, winą za rozkład pożycia a także uregulowaniem sposobu korzystania z mieszkania.

Jeśli masz pecha, proces może trwać nawet kilka lat.

Oczywiście, nie po to grzmię na te niesprawiedliwości, aby nie wskazać sposobu na ich uniknięcie.

Razem z pozwem (albo z odpowiedzią na pozew) musisz złożyć wniosek o zabezpieczenie kosztów utrzymania rodziny na czas toczącego się postępowania.

Wniosek może stanowić jeden z punktów Twojego pisma procesowego, może też być złożony osobno. We wniosku, (podobnie jak w pozwie o alimenty składanym do sądu rejonowego) należy podać wszystkie informacje pozwalające na ustalenie zasadnej wysokości alimentów.

Zatem podajesz: wysokość swoich zarobków (jeśli je masz) i zarobków pozwanego (jeśli je znasz) a także wydatki, jakie ponosisz na utrzymanie dziecka (lub siebie i dziecka, gdy domagasz się też alimentów na siebie).

Możesz dołączyć faktury, wyciągi z konta, zaświadczenie o wysokości dochodów itp.

Jeśli dokumentacja będzie wyczerpująca i wiarygodna, sąd będzie mógł wydać postanowienie zabezpieczające nawet bez przeprowadzenia rozprawy.

Zgodnie z przepisami, sąd powinien rozpoznać Twój wniosek w terminie 7 dni.

W przypadku, gdy wysokość alimentów ustalonych w ramach zabezpieczenia Twoim zdaniem nie jest zadowalająca, w terminie 14 dni możesz złożyć zażalenie do właściwego sądu apelacyjnego. Zażalenie składasz za pośrednictwem sądu, który wydał zaskarżone postanowienie.

Uregulowanie obowiązku alimentacyjnego na początku postępowania pozwoli Ci skoncentrować się na pozostałych aspektach sprawy rozwodowej, a jakże często ochroni przed niedostatkiem.

Chcesz być na bieżąco? Polub mój profil na Facebooku

Zmiana powództwa

Grażyna Tomanek17 sierpnia 2014Komentarze (0)

Wniosłeś pozew o rozwód, przekonany o słuszności tego posunięcia. Myliłeś się jednak. Żona nie wyraża zgody na rozwód, twierdząc, że ponosisz wyłączną winę za rozpad małżeństwa. Czujesz, że sąd może przyznać jej rację.

Jednak nie mieszkasz z żoną, chciałbyś mieć zagwarantowane prawo do spotykania się z dziećmi i ustaloną wysokość alimentów. Zależy Ci też na zniesieniu wspólności majątkowej.

Zmieniasz więc żądanie swojego pozwu na orzeczenie separacji.

Pofantazjujmy.

Pod zmienionym szyldem sprawa toczy się przez kolejne miesiące ponieważ żona nie rezygnuje z wykazywania Twojej winy. W tym czasie odkrywasz okoliczności, o których nie miałeś wcześniej pojęcia, a które pozwalają przypuszczać, że może nie jesteś wyłącznie winny rozkładowi pożycia.

Masz wątpliwości, co robić? Może jednak rozwód? Skąd masz wiedzieć do jakich konkluzji dojdzie sąd?

Proponuję: zmień żądanie (tak, znowu… nic nie szkodzi…) na „orzeczenie rozwodu ewentualnie separacji.”

Fachowo tak sformułowane żądanie nazywa się żądaniem alternatywnym.

Jeśli zgłosisz takie żądanie, sąd będzie najpierw badał czy dopuszczalne jest orzeczenie rozwodu, a jeśli dojdzie do wniosku, że nie – orzeknie separację.

Powyższy przykład obrazuje, że do czasu wydania wyroku przez sąd I instancji można dowolnie kształtować żądanie pozwu. Możliwa jest zatem zarówno zmiana żądania z rozwodu na separację, jak i odwrotnie.

Takiej dowolności nie masz jednak przed sądem II instancji. Tam możliwa jest już tylko zmiana w jedną stronę: z rozwodu na separację.

Dodam tylko, że zmieniając żądanie nie wnosisz dodatkowych opłat sądowych.

P.S. Pozdrowienia dla Tomasza, który zainspirował mnie do dzisiejszego wpisu. Mam nadzieję, że rozwiałam Jego wątpliwości.